W niemal każdej wrocławskiej szkole można kupić chipsy, także w tych placówkach, które promują zdrowy tryb życia
W większości wrocławskich sklepików szkolnych półki uginają się pod chipsami, słonymi paluszkami, lepkimi napojami gazowanymi. Urzędnicy twierdzą, że nie mogą zakazać sprzedaży chipsów, to leży wyłącznie w gestii dyrektora szkoły. Dyrektorzy przerzucają winę na rodziców, którzy nie protestują przeciw niezdrowemu jedzeniu w szkolnych sklepikach.
- Dzieci oprócz chipsów kupują również soki i słodkie bułki – mówi sprzedawczyni w sklepiku znajdującym się w SP nr 25 przy ul. Stanisławowskiej. Rok temu w tej szkole producenci chipsów rozdawali dzieciom swój towar. Wtedy zaprotestowali oburzeni rodzice. Dzieci nie dostają chipsów, nadal mogą je kupić w sklepiku szkolnym.
Bezradni urzędnicy
- Chipsy w szkole to nasza bolączka. Rozmowy z dyrektorami szkół nic nie dawały, więc rok temu poprosiliśmy o pomoc sanepid. Mieliśmy nadzieję, że inspektorzy mogą zakazać sprzedaży chipsów w szkołach. Niestety, okazało się, że sanepid nie może nic zrobić – mówi Ewa Szcząch, kierownik działu szkół podstawowych w Wydziale Edukacji Urzędu Miejskiego.
W sanepidzie usłyszeliśmy, że tylko dyrektor ma wpływ na to, co jest sprzedawane w sklepiku szkolnym. Może w umowie z ajentem zastrzec, że zamiast chipsów będą np. jogurty albo owoce Dyrektorzy szkół twierdzą, że są bezsilni. Pytają, jak mogą zakazać sprzedaży chipsów, jeśli rodzice nie mają nic przeciwko asortymentowi szkolnych sklepików.
Wszystkiemu winni rodzice
- Rodzice dają dzieciom pieniądze, za które one kupują w sklepiku co chcą. Za to dzieci, nawet te siedmioletnie, są świadome tego, co jest zdrowe, a co nie. Nie wszyscy uczniowie kupują chipsy – mówi Elżbieta Mach, wicedyrektor SP nr 25. Aby propagować zdrowy tryb życia, sanepid wybrał cztery szkoły podstawowe, które mogą być wzorem dla innych. Na terenie jednej z nich zostanie przedstawione w listopadzie menu, jakie powinno obowiązywać w szkolnych stołówkach, oraz towary przeznaczone do sprzedaży w sklepikach szkolnych.- Chcemy przedstawić wzorcowy jadłospis, oraz uświadomić, jak ważne są nawyki żywieniowe – tłumaczy Zdzisław Czekierda z Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej.
We wrocławskich szkołach prowadzone są różne programy zdrowotne, np. ” Trzymaj się prosto”, “Cukierek”, ” Zdrowe serce”. Wszystkie mają zachęcać do ograniczenia słodyczy i dbania o kondycję fizyczną. Każda szkoła, która realizuje program zdrowotny, ma realizować ideę zdrowego trybu życia. Obecnie programy zdrowotne prowadzą 52 szkoły w naszym mieście.
Dr Zbigniew Hałat, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. W trzech kolejnych rządach był głównym inspektorem sanitarnym.
- Jestem zdecydowanie za wprowadzeniem zakazu sprzedaży chipsów na terenie szkół, zwłaszcza podstawowych, gdzie dzieci są szczególnie narażone na manipulację. Ani chipsy, ani guma do żucia w kształcie papierosów, ani też szampany bezalkoholowe nie powinny być dostępne w szkolnych sklepikach. Szczególnie potępiam sprzedaż chipsów, ponieważ jest to produkt, który zawiera olbrzymie ilości tłuszczu i soli. Ponadto w chipsach jest akrylamid – bardzo silna trucizna rakotwórcza, która powstaje pod wpływem wysokiej temperatury w produktach zawierających skrobię. Uważam, że trzeba dążyć do zlikwidowania sprzedaży chipsów na terenie szkoły. Jednak tylko od dyrektora danej placówki zależy, czy będzie on szanował zdrowie dzieci uczących się w jego szkole, czy też nie. Każdy dyrektor wie, jak powinien wyglądać jadłospis siedmio-, ośmiolatka. Jeżeli dyrekcja szkoły czuje się odpowiedzialna za dzieci, to powinna zabronić sprzedaży trujących, szkodliwych dla zdrowia produktów.
Autor artykułu: Katarzyna Wójtowicz