Kolejny do paczki

February 12th, 2005

WAŁBRZYCH Piąta osoba aresztowana w związku z mafią paliwową

Prokuratura przedstwiła zarzuty siedmiu osobom zamieszanym w aferę paliwową

Skażenie środowiska, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i pomoc w oszustwie to zarzuty jakie przedstawiła wałbrzyska prokuratura osobom związanym z przerabianiem oleju opałowego na napędowy. Centralne Biuro Śledcze w połowie stycznia zlikwidowało fabrykę, w której przerabiano paliwo, w podwałbrzyskim Czarnym Borze. Nielegalny olej trafiał na stacje benzynowe nie tylko na Dolnym Śląsku ale też np. w Tarnowskich Górach.
– Do dziś zarzuty przedstawiono siedmiu osobom. Pięć zostało już tymczasowo aresztowanych – mówi prokurator prowadząca sprawę i dodaje, że więcej nie może powiedzieć ze względu na dobro śledztwa.
Z naszych informacji wynika, że sąd nie aresztował jedynie dwóch mieszkańców Czarnego Boru, którzy wynajęli stare hale biznesmenowi z Warszawy.
CBŚ i prokuratura wciąż szuka warszawiaka oraz dwóch innych mężczyzn: mieszkańca Wałbrzycha, który miał dozorować nielegalną produkcję oraz Polaka, który od lat przebywa za granicą (prawdopodobnie w Czechach).
Czwórka aresztowanych do tej pory to pośrednicy: głównie wałbrzyszanie. Ostatnim zatrzymanym jest mężczyzna także podejrzewany o dystrybucję nielegalnego paliwa. Prokuratura nie chce zdradzić kim jest. Wiadomo jedynie, że nie jest mieszkańcem Dolnego Śląska.
Fabryka, w której za pomocą m.in. siarki wytrącano czerwony barwnik z oleju opałowego działała w Czarnym Borze cztery miesiące. Moce przerobowe szacuje się na 30-50 tysięcy litrów dziennie. Na każdym litrze przestępcy zarabiali 50 groszy. Paliwo magazynowano w Jeleniej Górze. Śledztwo nabrało tempa przed Bożym Narodzeniem, gdy w jednym z wałbrzyskich biedaszybów odnaleziono tysiące ton ropopochodnej substancji. Był to produkt uboczny przerabiania oleju. Usuwanie zanieczyszczenia trwa do dziś.

Autor artykułu: (AS)

Tajne głosowanie w radzie

February 11th, 2005

Wybrali ławników, likwidują gimnazjum

Już wiadomo, kto będzie orzekał we wrocławskim Sądzie Okręgowym i sądach rejonowych. Wczoraj radni w wyborach uzupełniających wskazali 37 ławników spośród 218 chętnych.

Wybory były uzupełniające, bo niektórzy z dotychczasowych sędziów ludowych zrezygnowali z funkcji. Niebieskie, pomarańczowe, żółte i białe karty, na których rajcy zakreślili nazwiska, trafiły do urny. Potem głosy policzyła komisja . Wykaz nowych ławników zostanie przesłany do prezesa sądu. Będą orzekać do 2007 roku.
Zanim jednak doszło do głosowania, specjalny zespół analizował złożone wnioski.

Musi mieć czyste papiery
Blisko trzydzieści podań trzeba było odrzucić: kilka ze względu na wiek kandydatów, kilkanaście z powodu toczących się wobec kandydatów postępowań o popełnienie wykroczenia lub przestępstwa. I choć żadna z osób nie figuruje w rejestrze karnym, komisja uznała, że jest to rysa na nieskazitelności przyszłego ławnika. A takich rys nie powinno być.

Radni miejscy zdecydowali również o losie jednej z wrocławskich szkół. Gimnazjum nr 36 przy Kleczkowskiej jest jedyną placówką oświatową, która będzie likwidowana w tym roku. Ostatecznie przestanie pracować 31 sierpnia 2007 r.
- Będziemy ją zamykać stopniowo – deklaruje Lilla Jaroń, szefowa wydziału edukacji. – We wrześniu nie będzie już rekrutacji do klas pierwszych.

Zaleta, czyli wada
To, co powinno być atutem szkoły, czyli kameralność, stało się jej wadą. Gimnazjum jest rzeczywiście niewielkie. Uczy się w nim 180 nastolatków, a pracuje 21 nauczycieli, z czego dwunastu w niepełnym wymiarze godzin. Z danych, jakimi dysponuje magistrat, wynika, że co roku prawie połowa uczniów z rejonu wybiera inne gimnazja. Te powody, plus niż demograficzny, są dla urzędników wystarczające, by szkoła została zamknięta Wydział edukacji deklaruje, że pomoże nauczycielom znaleźć pracę w innych szkołach. Dzieci będą uczyć się w pobliskich gimnazjach: przy ul. Paulińskiej, Czeskiej, Pieszej, Roosevelta, Jedności Narodowej. Do każdej z nich uczęszcza co najmniej czterystu nastolatków.

Autor artykułu: Elżbieta Guzowska

Nowe rozkłady

February 10th, 2005

Mieszkańcy wsi domagają się zwiększenia
liczby połączeń autobusowych

– Ze szkoły do domu wracamy na piechotę, bo nie ma autobusu. To około 6 kilometrów – mówią dzieci, które uczą się w jeleniogórskich szkołach. – Wojcieszyce są i tak uprzywilejowane – odpowiada wójt Wojciech Poczynek

Do wsi Wojcieszyce w gminie Stara Kamienica dojeżdża z Cieplic miejski autobus numer 8. W dni powszednie kursów jest dziewięć, w soboty – pięć, a w niedziele – cztery.
– Między godziną 7 rano a 13 nie ma żadnego połączenia na terenie Wojcieszyc, który umożliwiłby ludziom normalne dojazdy do pracy czy do przychodni lekarskiej, a dzieciom do szkół
– mówi Henryk Koniuszaniec, mieszkaniec wsi.
Od kilku lat sprawa autobusu poruszana była na zebraniach wiejskich. Mieszkańcy domagali się zmiany rozkładu. Zmieniono go na niekorzyść. Jak mówią ludzie, radni poradzili im, aby kupili sobie samochody. Wójt Wojciech Poczynek powiedział nam, że rajcy gminni chcą o połowę zmniejszyć dotację na komunikację miejsko-wiejską.

Wieś Wojcieszyce jako jedyna w gminie korzysta z dopłat do komunikacji zorganizowanej. Z gminnego budżetu przeznaczamy na ten cel około 50 tysięcy złotych rocznie. Gorsze połączenia mają inne wsie: Kromnów, Chromiec czy Kopaniec – mówi wójt Poczynek.
Kiedyś gmina dodatkowo dopłacała uczniom do biletów. Od września ubiegłego roku zrezygnowano z tej formy ulg. Mieszkańcy wykupują bilety miesięczne, które kosztują
27 złotych do Cieplic i 57 złotych do Jeleniej Góry. Mimo posiadania tych biletów, większość osób i tak wraca na piechotę do swoich domów lub wędruje do miasta, aby tam złapać autobus. W Wojcieszycach nie ma chodnika, drogi są wąskie i kręte. Zimą śnieg zajmuje całe pobocze. Mieszkańcom zostaje więc jezdnia.
– Chodzimy do gimnazjum, do Cieplic. Zimą, jak są duże opady śniegu i mrozy, czekamy w szkole na jakieś połączenie, ale najczęściej wracamy na piechotę – mówią dzieci.– Autobusy na tej trasie jeżdżą stare i kilka razy psuły się podczas jazdy. Jeszcze o godzinie 13 jeżdżą większe autobusy, ale później małe i jest straszny tłok – dodaje 13-letnia Ania. Tym tłokiem zdziwiony był wójt, gdyż myślał, że autobusy kursują puste…
– Pracuję również w soboty oraz niedziele, nie mam jak się dostać do pracy i z powrotem. Łapię „okazję”, kiedy jedzie ktoś znajomy, bo przecież strach wsiadać do obcego auta – mówi Bożena Wlazłowska.
Mieszkańcy wsi narzekają, że przez te fatalne połączenia mają utrudniony dostęp do przychodni lekarskiej. Wiele starszych osób nie ma jak wrócić z ośrodka zdrowia.
– Jeden z radnych powiedział mi, abym sobie samochód kupiła, żeby jeździć do ośrodka. To absurd. Mam 75 lat i od lekarza muszę wracać pieszo do domu – opowiada Marianna Piwowarska.
Młodzież nie może dotrzeć do miasta, aby spotkać się z rówieśnikami. Na wsi nie ma żadnego klubu, w którym mogliby się spotkać. Chcieliby chodzić do pubów czy na pizzę, ale gdyby dali się skusić na takie przyjemności, nie mieliby czym wrócić.
Sołtys Wojcieszyc, Jolanta Kuczewska, uważa, że tą sprawą trzeba się zająć jak najszybciej. Nie ma tu innych połączeń.
– Nie słyszałem o takich problemach mieszkańców z autobusami. Postaram się dopasować w miarę możliwości te kursy tak, aby bardziej pasowały ludziom. Z pewnością jednak nie dogodzi się wszystkim
– mówi wójt Wojciech Poczynek.

Autor artykułu: JOANNA KAKUBA

Strach o miliony

February 10th, 2005

Czy pod pretekstem dostosowania prawa górniczego do norm unijnych gminy stracą część pieniędzy z Polskiej Miedzi?

– Usiłuje się zmienić zasady naliczania opłat eksploatacyjnych – twierdzą samorządowcy.
– W rezultacie oznacza to, że gminy górnicze dostaną mniej pieniędzy. Dlatego zgłaszamy własne uwagi
do projektu nowelizowanej ustawy

Opłatę eksploatacyjną dostają gminy, na których terenie znajdują się kopalnie miedzi. Zdaniem samorządowców kolejne nowelizacje Prawa górniczego i geologicznego powodowały stopniowe zmniejszanie się wpływów z tego tytułu do gminnych kas. A przecież z tych pieniędzy, jak argumentują, realizowane
są inwestycje służące wszystkim mieszkańcom, w tym także pracownikom Polskiej Miedzi.
– Najpierw było przejście ze stawek procentowych na kwotowe, a obecnie w bardzo szybkim trybie rząd proponuje kolejną nowelizację ustawy pod pretekstem dostosowania prawa do norm unijnych – mówi Stanisława Bocian, wiceburmistrz Polkowic.
Według obecnych przepisów opłata eksploatacyjna jest naliczana za rudę, która zawiera ponad 0,7 proc. miedzi. Proponowane zmiany, zdaniem gmin, oznaczają dość dowolne określenie miąższości złoża (a więc i ilości tego metalu), co jest podstawą do opodatkowania. Tu obawiają się manipulacji.
Przy Związku Gmin Zagłębia Miedziowego działa zespół ds. górnictwa. W jego skład wchodzą przedstawiciele urzędów gmin z Chocianowa, Grębocic, Jerzmanowej, Radwanic i Polkowic.
– Dostosowane do norm unijnych muszą być tylko składowiska odpadów w wyrobiskach górniczych, nie zaś opłata eksploatacyjna – twierdzi Maria Bączkowska, reprezentantka gminy Polkowice w zespole.
Samorządowcy przekonują, że aby uniknąć manipulowania podstawą naliczenia opłaty, należałoby obliczać ją od ilości całego wybranego urobku, który trafia
do przeróbki w Zakładach Wzbogacania Rudy.
– Tylko ta ilość wydobytej kopaliny jest zinwentaryzowana – twierdzą przedstawiciele gmin.
Związek Gmin Zagłębia Miedziowego szuka wsparcia wśród parlamentarzystów. Dlatego niedawno wysłał do nich pismo
ze swoimi wnioskami i propozycjami. Teraz pozostaje pytanie, czy posłowie wezmą pod uwagę wątpliwości i propozycje miedziowych samorządów.

Autor artykułu: Strach o miliony Urszula Romaniuk

Grecka tragedia

February 10th, 2005

KOSZYKÓWKA Klęska wicemistrzów Polski w Atenach. Wrocławianie przegrali rewanżowe spotkanie z Maroussi 72:109, co oznacza, że w walce o ćwierćfinał Pucharu ULEB Grecy byli lepsi o 47 punktów

W Atenach szybko było po walce. Grecy już w pierwszej połowie wybili wrocławianom z głów marzenia o odrobieniu strat z pierwszego meczu. Choć trudno nawet stwierdzić, czy ktoś te marzenia miał. Po pierwszych minutach rywale prowadzi różnicą 30-punktów i mieli na koncie ponad dwa razy więcej punktów niż wrocławianie. Śląsk miał za to rekordowe 18 strat… To była prawdziwa deklasacja.
W drugiej połowie Grecy grali już z dużo mniejszą determinacja, nawet głębokimi rezerwami i to tylko pozwoliło Śląskowi uniknąć zdecydowanie wyższej porażki.
Testowany w Śląsku Adrian Autry w tym meczu z pewnością nie zachwycił – miał aż 7 strat i wiele spokoju do gry Śląska raczej nie wniósł (25 min., 5 pkt., 0/3 za 2, 0/2 za 3, 5/6 za 1, 1 zbiórka, 4 asysty, 1 blok). Wszystko wskazuje na to, że w drużynie jednak pozostanie. Nie dlatego, że trenerzy tak bardzo są z niego zadowoleni, ale dlatego, że innego wyboru w tej chwili po prostu nie ma. Drugi z graczy, który ma wzmocnić Śląsk raczej nie zjawi się do końca tego tygodnia i nie ma wielkich szans, by zagrał w niedzielnym pojedynku z Polonią w Warszawie. Raczej nie będzie nim Słoweniec Primoz Kobale. Śląsk wstępnie był nim zainteresowany, ale w tej chwili jest bliżej pozyskania innego gracza.
Podobnie jak w Śląsku, tak i w Lietuvos Rytas Wilno wiele szczęścia ma Tomo Mahorić. Ekipa słoweńskiego trenera pokonała Aris Saloniki 81:77, a wiec w dwumeczu okazała się zaledwie o 2 punkty lepsza od Greków. Tuz przed końcem za trzy punkty rzucał jeszcze DeJuan Collins z Arisu, ale spudłował.

MAROUSSI ATENY 109
DEICHMANN ŚLĄSK 72
26:12, 30:14, 29:26, 24:20
Maroussi: Sekulić 17, Spanoulis 17 (3), Blakney 11 (1), Popović 8 (2), Stewart 2 oraz Karagoutis 20, Kolokas 14 (1), Stefanidis 10 (2), Lolas 6 (2), Bountouris 4.
Śląsk: Zieliński 16 (1), Randle 15, Hyży 14, Kiausas 6 (2), skibniewski 0 oraz Ignerski 7 (1), Autry 5, Grafs 5, Chanas 4, Hajnsz 0.

Czy to dobrze, że Deichmann Śląsk grał w Pucharze ULEB?

Jerzy Kołodziejczak
* były gracz Śląska, reprezentant Polski

- Jestem zdecydowanie za grą w pucharach. Wyniki pokazują, że było warto, bo przecież młody wrocławski zespół pokonał sporo silnych ekip. Doświadczenia zdobytego w tej rywalizacji nie można nawet przecenić. Ono musi procentować. A czy odbywało się to kosztem ligi? Nie sadzę. Brak meczów pucharowych wcale nie musiałby oznaczać lepszego bilansu w lidze.

Jerzy Binkowski
* były gracz Śląska, reprezentant Polski

- Realnie oceniając sytuacje klubu – finansową i personalną, może nawet wskazane byłoby skoncentrowanie się na lidze i rezygnacja z występów pucharowych. Ale będąc szefem wrocławskiego klubu i tak nie zdecydowałbym się na taką decyzję. Dlaczego? Z prostego względu. Z pewnością nie wybaczyliby tego Śląskowi kibice, przyzwyczajeni do wielkich meczów w Europie.

Andrzje Kuchar
* były trener kadry, członek rady nadzorczej

- Dla rozwoju takich graczy jak Chanas, Szlachtowicz czy wciąż młody Skibniewski gra w pucharach miała olbrzymie znaczenie. 1 mecz pucharowy znaczy tyle co 5 ligowych. Dlatego właśnie w takim składzie warto było występować w ULEB Cup i jestem przekonany, że zebrane doświadczenia będą procentować w lidze. Być może nawet jeszcze w tym sezonie.

DARIUSZ ZELIG

* były gracz Śląsk, reprezentant Polski, telewizyjny komentator spotkań Śląska w pucharach

- Teraz wydaje się, że łatwo podjąć decyzję o rezygnacji z gry w pucharach. Tyle tylko, że jestem pewny, że opinia publiczna, dziennikarze, o kibicach nawet nie wspominając, nie wybaczyliby szefom klubu takiego ruchu. Bo we Wrocławiu wszyscy przyzwyczaili się do tego, że Śląsk gra w Europie – dla tego klubu byłby to olbrzymi krok do tytułu. Dlatego po prostu musieli grać.

Autor artykułu: Michał Lizak

Zakorkowana decyzja

February 10th, 2005

Wojewoda może opóźnić nawet o rok budowę najważniejszej drogi w mieście

Jest 100 milionów zł., są pozwolenia, ale wykup gruntów pod obwodnicę Wrocławia nie może się rozpocząć. Wszystko dlatego, że wojewodzie nie podoba się biuro, które ziemie ma wykupić. Przez ten kaprys możemy też stracić większość przyznanych pieniędzy.

Negocjacje z właścicielami ziemi pod obwodnicę autostradową mogłyby już trwać.
Wykupem gruntu miało się zająć Wojewódzkie Biuro Geodezji i Terenów Rolnych (WBGiTR). Zostało do tego wyznaczone 9 lat temu przez agencję budowy autostrad i ówczesnego wojewodę. Ale obecny wojewoda Stanisław Łopatowski żąda, by rozpisać przetarg na wyłonienie firmy, która tym będzie się zajmować.
- Stanowisko wojewody spowoduje przesunięcie terminu rozpoczęcia budowy tej inwestycji, bo trzeba przeprowadzić przetarg. A ten może się długo ciągnąć – martwi się Edward Gajerski, Generalny Dyrektor Dróg Krajowych i Autostrad, którego podwładni wybudują obwodnicę. – A wyłoniona firma może przejść przez sito przetargu, a potem sobie nie poradzić – dodaje.
Ponieważ wyboru DBGiTR, które bez kłopotów poradziło sobie z kupnem gruntów pod autostradę A4, dokonano dawno, trzeba było zapytać prezesa urzędu zamówień publicznych o przedłużenie pozwolenia. Nie powiedział on ani tak, ani nie. Zamiast tego umorzył postępowanie.
- Generalna Dyrekcja twierdzi, że możemy przedłużyć umowę z dolnośląskie biurem geodezji, ale my mamy wątpliwości prawne. Dlatego wolimy chuchać na zimne i nalegamy na przetarg. Żeby później już nic nie mogło zablokować wykupów – tłumaczy Stanisław Łopatowski, wojewoda dolnośląski.

Potrzebna jak powietrze
Obwodnica autostradowa to najlepszy sposób na korki, jakie codziennie tworzą się na skrzyżowaniu alei Hallera i ul. Powstańców Śląskich, na pl. Wróblewskiego czy pl. Grunwaldzkim. Na jej budowie zyskają wrocławianie, którzy nie będą już musieli tracić kilku godzin w tygodniu na stanie w korkach. Łatwiej będzie także przejechać przez miasto. Zamiast 40 minut ulicami, autostradową obwodnicą Wrocławia będziemy jechać 15.
Od pierwszego spotkania w tej sprawie budowy tej trasy minęło 11 lat. Tyle zabrało administracji rządowej wydanie przebiegu decyzji lokalizacyjnej obwodnicy. Czyli wyznaczenie którędy ma ona przebiegać. Pół roku temu sąd w końcu oddalił protesty i znikła bariera prawna do rozpoczęcia prac.

Pieniądze mogą uciec
Potem miało być już bez kłopotów. Dolnośląscy parlamentarzyści w ostatniej chwili wywalczyli 100 milionów złotych w tegorocznym budżecie. Teraz okazuje się, że część z tych pieniędzy może trafić gdzie indziej. Generalna Dyrekcja zastanawia się nad tym, co zrobić z częścią pieniędzy, gdyby nie udało się w tym roku wydać całej przyznanej kwoty. Z naszych informacji wynika, że Generalna Dyrekcja będzie się starać o pozwolenie Ministra Infrastruktury, na ewentualne wydanie 72 mln na inwestycje w innych częściach kraju.
- Na razie jesteśmy pewni, że wydamy 28 milionów złotych na projekt, prace archeologiczne i wykupy gruntów pod prace archeologiczne. Chcemy, żeby do Wrocławia trafiły wszystkie pieniądze. Zabezpieczamy się przed sytuacją, w której nie uda się wydać wszystkich 100 milionów – potwierdza Andrzej Maciejewski, rzecznik prasowy Generalnej Dyrekcji.
Rzecznik nie chce przyznać, że spór z wojewodą może spowodować znaczne opóźnienia.

Przetarg lada dzień
Zamiast tego drogowcy zapowiadają, że przetarg na wyłonienie firmy odpowiedzialnej za wykupy zostanie rozpisany lada dzień.
- To kwestia najdalej dwóch, trzech tygodni. Wszystko jest już gotowe i czekamy tylko na zatwierdzenie dokumentacji przetargowej – powtarza Jacek Oszytko, dyrektor wrocławskiego oddziału Generalnej Dyrekcji.
Jednak przetarg jest loterią. Teoretycznie potrzeba jedynie 52 dni, żeby wyłonić zwycięzcę. Ale wystarczy jedno odwołanie, a sprawa może się przedłużyć nawet do roku. Choć oczywiście ani drogowcy, ani tym bardziej wojewoda nie chcą tego przyznać. Ale czego nie mówią urzędnicy, nie boją się powiedzieć eksperci.
- Przy szczęśliwym układzie przetarg rzeczywiście może zostać rozstrzygnięty w trzy miesiące. Ale wystarczy jedno odwołanie i może się to przeciągnąć nawet do roku – twierdzi Ryszard Jopek, dyrektor Dolnośląskiego Biura Geodezji i Terenów Rolnych, który nie chce komentować informacji, która dotarła do niego nieoficjalnymi kanałami. A takie przypadki już się u nas zdarzały. Przez kłopoty z wyłanianiem wykonawcy remontu północnej nitki autostrady A4, czyli 61 km drogi, którą jedzie się z Wrocławia do Legnicy jego rozpoczęcie opóźniło się prawie o rok.

Niebezpieczny sąd
Wciąż jeszcze może się okazać, że decyzja o przebiegu obwodnicy zostanie uchylona. Mieszkańcy Maślic wystąpili o kasację tej decyzji. Generalna Dyrekcja twierdzi, że przegotowania do przesunięcia środków na wykup gruntów są spowodowane strachem przed niekorzystnym wyrokiem.

Autor artykułu: Bartłomiej Knapik

Szkolni kasjerzy

February 9th, 2005

STOSZOWICE/Ciepłowody Wójtowie wypowiadają wojnę Karcie Nauczyciela

– Nie chcemy być tylko kasjerami dla szkół. Chcemy mieć wpływ na to co się w nich dzieje, na jakość i efekty nauczania, a nie tylko płacić, bez prawa głosu – mówią samorządowcy ze Stoszowic oraz Ciepłowodów i organizują konferencję pod hasłem„ Edukacja, misja i odpowiedzialność”. Zaplanowano ją na 25 lutego w Ciepłowodach.
Obaj mają już za sobą nieudane próby reformy oświaty. Patryk Wild, wójt Stoszowic próbował szkoły powierzyć Fundacji Nowoczesna Oświata. Wójt Jan Bajtek, chciał, by dyrektor jedynej szkoły w gminie znał obce języki. Wymóg ten oprotestował nauczycielski związek popierany przez kuratorium. Wójt musiał po raz drugi rozpisać konkurs.
– Nasz wpływ na szkoły zaczyna się i kończy na wykładaniu pieniędzy na edukację – mówią zgodnie.
– W ubiegłym roku dopłaciliśmy 580 tysięcy złotych – mówi Patryk Wild. – W tym będzie to około 600–700 tysięcy. Wszystkie gminy dokładają do oświaty, bez prawa głosu.
Samorządowcy uważają, że trzeba zmienić ten stan rzeczy. I zgłaszają konkretne propozycje. Chcą np. określenia jasnych standardów nauczania oraz wymagań wobec szkół i nauczycieli, pozbawienie kuratorium prawa veta przy przekształcaniu szkół, likwidacji przywilejów wynikających z Karty Nauczyciela, zwiększenie roli rodziców w zarządzaniu szkołą.
Sami nauczyciele są powściągliwi. Tylko niektórzy mówią: – Trzeba zmierzyć się z tymi problemami, bo są nieuchronne.

Autor artykułu: Joanna Kasprzak

Szczeniaki uratowane ze śmietnika

February 8th, 2005

LEGNICA Pięć cudem uratowanych szczeniaków i ich mama czekają na nowy dom

Psa biegającego wokół śmietnika zauważyli strażnicy miejscy patrolujący osiedle Kopernik. – Zwierzę wyło z rozpaczy – mówi Andrzej Srzedziński, komendant straży miejskiej. – Okazało się, że była to suka, której dzieci ktoś wyrzucił do kontenera na śmieci.
Szczeniaki skomlały z zimna i głodu, a zrozpaczona matka nie mogła im pomóc. Strażnicy przewieźli całą rodzinę do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt. Nie udało się odszukać właściciela zwierząt.
Zmarznięte zwierzęta zostały umieszczone w ciepłej klatce i nakarmione. – Ktoś w prymitywny sposób pozbył się problemu. Cała rodzinka na szczęście czuje się już dobrze – mówi Stanisław Celoch, kierownik schroniska. – To bardzo sympatyczne zwierzaki. Wierzymy, że wszystkim uda się znaleźć nowy dom.

Autor artykułu: (ZYG)

Ratusz do wzięcia

February 8th, 2005

Kto stanie do walki o fotel burmistrza Prochowic?

Pewną kandydatką jest nauczycielka Alicja Sielicka, szefowa rady gminy. Czy o stanowisko powalczy z koleżanką po fachu Haliną Kołodziejską?

Do wyborów zostało około półtora miesiąca. Spotykają się komitety kandydatów. Huczy od plotek, kto stanie do walki
w wyborach na szefa miasta. Dotychczasowy burmistrz Roman Jarosz 1 lutego objął bowiem posadę w placówce dyplomatycznej w Mińsku na Białorusi. Według legnickiej delegatury Krajowego Biura Wyborczego, wybory muszą zostać przeprowadzone do 27 marca.
– Liczymy, że data będzie znana jeszcze
w tym tygodniu. Powstanie komisja wyborcza, do której będą mogli zgłaszać się kandydaci – mówi Małgorzata Zając z KBW w Legnicy.
Alicja Sielicka z Rogowa jest nauczycielką
z 20-letnim stażem i przewodniczącą Rady Miasta i Gminy Prochowice. W poprzedniej kadencji przez 3,5 roku była zastępcą burmistrza.
– Najbardziej martwiłoby mnie, gdyby mandat przypadł osobie spoza gminy. Mam ustabilizowane życie, dorosłe dzieci i mogę sporo czasu poświęcić pracy. Czy kobieta ma szanse wygrać? Wierzę, że tak. Przecież w gminie na piętnastu radnych, jest aż osiem kobiet – mówi Alicja Sielicka.
Związana z PSL-em, nie miesza – jak mówi – spraw partyjnych w życie rady i gminy.
Wszystko wskazuje na to, że jednym z jej kontrkandydatów będzie Halina Kołodziejska, z zawodu nauczycielka, wieloletnia pracownica Ośrodka Doskonalenia Nauczycieli w Legnicy. Ma już za sobą start w wyborach. Dwa lata temu przegrała z Jaroszem. Uzyskała prawie tysiąc głosów, ale zabrakło jej 150, aby stanąć z nim do drugiej tury.
– Ludzie mnie namawiają, więc poważnie rozważam start w wyborach. Decyzję podejmę w najbliższy poniedziałek – mówi Kołodziejska.
Na giełdzie pojawia się też nazwisko Marii Rukawiczkin, sekretarz gminy, która jednak stanowczo zaprzecza, że weźmie udział w wyborach. Mówi się też o Zenonie Kwakszycu, byłym wicewojewodzie legnickim, obecnie zastępcy dyrektora sanatorium KRUS-u w Szklarskiej Porębie. On też zaprzecza. Startu w wyborach nie rozważa również Sergiusz Chyła z legnickiej Samoobrony, choć i takie wieści krążą w kuluarach.

Autor artykułu: Ewa Szczecińska

Święty w magazynie

February 8th, 2005

Cokół pod figurę świętego Franciszka Ksawerego nadal stoi pusty. Posąg, uszkodzony przez nieznanych wandali rok temu (oderwana głowa), nadal spoczywa w magazynach Muzeum Miedzi. Figurka pochodzi z XVIII wieku i została ufundowana przez jednego z ówczesnych zamożnych legniczan. Właścicielem posągu jest Zarząd Dróg Miejskich, który powinien zapłacić za naprawienie i konserwację figury. – Chcemy wykonać kopię i postawić ją na kole,
a odrestaurowany oryginał zostawić w lapidarium muzeum. To koszt ok. 60 tys. zł. Zwrócimy się o dofinansowanie do krajowego konserwatora zabytków – mówi Jadwiga Zienkiewicz, zastępca prezydenta.

Autor artykułu: (ZB)