Archive for the ‘Archiwa z Zakurzonej Prasy’ Category

HONOR I OJCZYZNA

Wednesday, February 16th, 2005

W niemieckim Oberstdorfie rozpoczną się dziś narciarskie mistrzostwa świata w konkurencjach klasycznych. Asem atutowym polskiej reprezentacji znów będzie Adam Małysz, kontynuator tradycji Marusarza, Łaciaka i Fortuny

Dotychczasowi nasi medaliści MŚ to ludzie nietuzinkowi, ale i kontrowersyjni. Jedni z nich walczyli za wolność ojczyzny, inni przepijali swoje życie. Łączyło ich jedno. Byli bohaterami całej Polski.

Wyskoczył na wolność
- Skoczek musi być przede wszystkim odważny, potem silny, dalej spokojny i obdarzony błyskawicznym refleksem. Inaczej mówiąc, musi być prawdziwym chłopem – twierdził Stanisław Marusarz, pierwszy polski medalista mistrzostw świata.
27 lutego 1938 w Lahti zakopiańczyk skakał najlepiej i najdalej (66 i 67 m, nota 226,2 pkt), ale sędziowie orzekli, że mistrzowski tytuł otrzyma najmłodszy z braci Ruudów – Asbjörn (63,5 i 64 m – 226,4 pkt).
Dzidek, bo tak wszyscy nazywali Marusarza, był człowiekiem wielkiego formatu. Pokazała to wojna. Złapany przez Niemców, podczas kurierskiej przeprawy na Węgry, został przewieziony do celi śmierci w więzieniu na Montelupich w Krakowie. Wyskoczył z drugiego piętra. Na wolność. Zmarł 29 października 1993 w Zakopanem, przemawiając nad grobem swojego przyjaciela z czasów wojny – profesora UJ Wacława Felczaka. “Kurier odszedł przy grobie kuriera” – pisała prasa. Pochowano go na cmentarzu na Pęksowym Brzyzku.

Murarz ryzykant
Naszym pierwszym powojennym medalistą MŚ był murarz ze Szczyrku – skoczek Antoni Łaciak (odbywał wtedy służbę wojskową w WKS Zakopane). W 1962 roku sięgnął na Średniej Krokwi po srebrny medal, wyrównując rekord (71,5 m) Marusarza. Niewiele brakowało, a konkurs by się nie odbył, bo Zakopane znalazło się pod śniegiem. Po 36 godzinach pracy… milicjantów udało się jednak doprowadzić obiekt do używalności. Mimo że cały czas sypało.
Długaj, jak koledzy nazywali mierzącego 180 cm Łaciaka, musiał oddać trzy dalekie równe skoki, bo właśnie z trzech serii składały się wówczas konkursy. Przed ostatnią Polak był jeszcze czwarty. Uzyskując 71,5 m wskoczył jednak na pierwsze miejsce, ale zamykający zawody Norweg Toralf Engan nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa. Był lepszy od Łaciaka o 1,1 pkt. – Kto ryzykuje, do tego zwykle uśmiecha się szczęście – obwieścił nasz wicemistrz świata, którego kibice na ramionach zanieśli do hotelu “Imperial”.
Łaciak zmarł w 1989 roku – w wieku 50 lat – w szpitalu kardiochirurgicznym w Ochojcu k. Katowic.

Za jednym zamachem
Choć nie wszyscy zamierzają się z tym faktem pogodzić, to trzeba jednak oddać Wojciechowi Fortunie, że to on – a nie Adam Małysz – był pierwszym polskim mistrzem świata w narciarstwie klasycznym. Kiedy w 1972 roku na słynnej skoczni Okura w Sapporo zakopiańczyk zdobywał mistrzostwo olimpijskie, za jednym zamachem (albo za jednym skokiem, z którego zasłynął) zapewnił sobie również złoty medal MŚ. Wtedy nie rozgrywano bowiem osobnego konkursu o tytuł mistrza świata, którym zostawał automatycznie złoty medalista olimpijski. Przed rokiem, przy okazji zakopiańskich konkursów Pucharu Świata, Fortuna był jednym z zaproszonych gości. I nie omieszkał przypomnieć – z dwoma medalami w dłoniach – że to jemu należy się palma pierwszeństwa.

Wykombinował brąz
W ostatnim Turnieju Czterech Skoczni zadebiutował Stefan Hula junior – syn jedynego do tej pory polskiego medalisty mistrzostw świata w kombinacji norweskiej. Hula senior (Włókniarz Bielsko-Biała) swój życiowy sukces (brąz) odniósł w 1974 roku w szwedzkim Falun. Ciekawostką jest, że jeszcze w dniu zawodów nie był pewien, czy do nich przystąpi. Na podium dostał się dzięki temu, że znakomicie skakał (najlepiej ze stawki rywali) oraz dzięki trenerowi, który idealnie posmarował mu narty do biegu.

Ze szczytu na budowę
W 1978 roku Józef Łuszczek miał 23 lata. Do Lahti nie pojechał jako faworyt, choć rok wcześniej jako faworyt zajął drugie miejsce w Zimowej Spartakiadzie Armii Zaprzyjaźnionych. Mistrzostwa w Finlandii rozpoczął dosyć niespodziewanie. Na 30 km przegrał tylko z Siergiejem Sawiejewem i Nikołajem Zimiatowem z ZSRR. Dwa dni później, w rywalizacji na 15 km, był już najlepszy.
- W nocy przed biegiem śniło mi się, że na maszt wciągają polską flagę, ale nie wiedziałem dla kogo, bo na podium nie było żadnych zawodników. Przez większą część dystansu byłem trzeci. Na ostatnich pięciu kilometrach przyspieszyłem i wygrałem – wspomina po latach.
W maratonie na 50 km zdołał wywalczyć siódmą lokatę. Dzięki jednemu zawodnikowi Polska zajęła w mistrzostwach 5. miejsce i wyprzedziła Norwegię. Za ten wyczyn Łuszczek- z rąk prezydenta Finlandii i wielkiego miłośnika narciarstwa Urho Kekkonena – odebrał nagrodę specjalną dla najlepszego uczestnika fińskiej imprezy.
Ale później zamiast kolejnych laurów przyszły kłopoty, głównie przez alkohol. Bohater Zakopanego nikomu nie odmawiał. Rozpadło się jego małżeństwo. A on, by przeżyć zaczął pracować na budowach. Wkrótce przemarznięte ręce i nogi zaczęły dawać znać o sobie.
- Byłem na zakręcie swojego życia, ale dobrzy ludzie mi pomogli – mówi Łuszczek, który wybiera się do Oberstdorfu, by kibicować biegaczce Justynie Kowalczyk.

Polskie medale
Złote
1972 Sapporo skoki (K 120) Wojciech Fortuna
1978 Lahti biegi (15 km) Józef Łuszczek
2001 Lahti skoki (K 90) Adam Małysz
2003 Predazzo skoki (K 95) Adam Małysz
2003 Predazzo skoki (K 120) Adam Małysz

Srebrne
1938 Lahti skoki (K 65) Stanisław Marusarz
1962 Zakopane skoki (K 65) Antoni Łaciak
2001 Lahti skoki (K 116) Adam Małysz

Brązowe
1974 Falun kombinacja nor. Stefan Hula
1974 Falun bieg 30 km Jan Staszel

Autor artykułu: Ireneusz Maciaś, Wojciech Koerber

Trzeba uniknąć Golgoty

Wednesday, February 16th, 2005

Rozmowa z Dariuszem Zeligiem, jednym z najlepszych koszykarzy w historii Śląska

* Śląsk przegrał ostatnich 5 spotkań w lidze. Pamięta Pan taką sytuację?
- Tak, to było w latach 80. i nawet występowałem w tej drużynie. Jakoś sobie z tym kryzysem poradziliśmy i ostatecznie na mecie sezonu zajęliśmy 5. lub 6. miejsce.
* Obecna drużyna też sobie poradzi?
- W jej przypadku nie byłbym takim optymistą. Skład jest taki jaki jest i mierzenie w czwórkę to po prostu bujanie w obłokach. Ciężko będzie już dostać się do play-offów. A nawet jeśli to się uda, to wrocławianie zajmą 7. lub 8. miejsce, a wtedy trafią na Prokom lub Anwil i losy rywalizacji będą przesądzone. Ta drużyna musi się skupić na tym, by nie trafić do grupy zespołów walczących o utrzymanie, bo takiej Golgoty zarówno koszykarze jak i kibice mogą nie przeżyć. Zresztą… jak będzie źle, to będzie się od czego odbić.
* Czy w tak ciężkiej sytuacji nie powinien drużyny prowadzić ktoś bardziej doświadczony od Tomasza Jankowskiego?
- Ale przecież on ma do dyspozycji Jurka Chudeusza, o którym nie można powiedzieć, że nie ma doświadczenia. Poza tym Jankowski zna ten zespół najlepiej, więc mam spore wątpliwości czy szkoleniowiec z dużym stażem, ale z zewnątrz, byłby lepszym rozwiązaniem.
* Wzmocnienia składu mogą coś zmienić?
- Też niekoniecznie, bo to oznaczałoby, że zespół zamiast się zgrywać wciąż będzie w przebudowie. A potrzeba stabilizacji. Ci młodzi chłopcy wygrali los na loterii, bo gdyby klub miał większy budżet nie byłoby ich w klubie, albo grzaliby ławę. Myślę, że miesiąc spokojnej pracy z obecnymi szkoleniowcami powinien pomału owocować. Przecież z Polonią, przez większość meczu grali jak równy z równym. W końcówce po prostu zabrakło doświadczenia.
* Autry’ego zostawiłby Pan w drużynie?
- Owszem można go zmienić, ale zatrudnienie obecnie dobrego gracza, za te pieniądze jakimi dysponuje klub, byłoby cudem. Szanse na znalezienie nowego Lynna Greera są prawie żadne.
* Ile w tych słabych wynikach winy Tomo Mahoricia?
- Zrzucanie na niego odpowiedzialności to absurd. Drużyna powinna być w gazie cały sezon, a jeśli czuje się przemęczona – jak wykazały wyniki – to po tygodniu lekkich zajęć wróci do równowagi. A ile Słoweńca nie ma już we Wrocławiu?

Dariusz Zelig
Urodzony: 22.11.1957 w Koszalinie
Kariera klubowa: AZS Koszalin, Wybrzeże Gdańsk, Śląsk Wrocław, Sunnair Ostenda, SSV Ulm, Śląsk
Największe sukcesy: uczestnik igrzysk w Moskwie (1980), siedmiokrotny mistrz Polski ze Śląskiem (1979, 80,81, 87, 91, 92, 93), mistrz Belgii z Ostendą

Autor artykułu: Michał Karpiński

Świderek woli z kobietami

Tuesday, February 15th, 2005

SIATKÓWKA Nie ma aspiracji, by być pierwszym trenerem męskiej reprezentacji

- Jest Pan już drugim dziennikarzem, który dzwoni do mnie z pytaniem, czy zostanę asystentem Raula Lozano. Jedna z gazet napisała, że zostanę, tylko że ja nic o tym nie wiem – powiedział nam Alojzy Świderek, póki co szkoleniowiec wicelidera żeńskiej A – Winiarów Kalisz.

Świderek to jeden z trzech kandydatów – obok Grzegorza Rysia i Krzysztofa Felczaka – na drugiego trenera męskiej reprezentacji. I jedyny ze znajomością włoskiego, którym posługuje się Lozano. Wczoraj Argentyńczyk opuścił jednak Polskę, a wróci do nas na początku marca i dopiero wtedy oficjalnie ogłosi nazwisko namaszczonego przez siebie trenera. Inna sprawa, że każdemu z nich coś winno się trafić, bo oprócz asystenta trzeba znaleźć opiekunów dla kadry B i reprezentacji nadziei.

- Z Lozano rozmawiałem dwa tygodnie temu, a ze związku jeszcze z nikim. Dlatego zaskoczyła mnie informacja, że miałbym zostać drugim trenerem kadry. Powiem więcej. Ja nie mam aspiracji, by być w przyszłości pierwszym trenerem męskiej reprezentacji. Bardziej chodzi mi o żeńską. I tak właśnie powiedziałem Lozano – zdradził nam Świderek. Nie znaczy to jednak, że powiedział Argentyńczykowi – nie.

- Na razie mam pracę w Kaliszu, ale jeżeli będę mógł pomóc, to czemu nie. Mogłaby to być dobra odskocznia do żeńskiej kadry. Bo siatkówka kobiet zawsze idzie krok za męską, bardziej popularną, w której pojawiają się nowości, dopiero później trafiające do rywalizacji kobiet. Żeńska siatkówka jest jednak bardziej ustawiana, lepiej się sprzedaje, a akcje są dłuższe. Uważam, że taktyka odgrywa w niej większą rolę niż u mężczyzn, gdzie bardziej liczy się siła i szybkość. Jest tylko cios i koniec – dodał niedawny asystent Andrzeja Niemczyka (razem pracowali na złoto mistrzostw Europy w Turcji). Jego córka gra na Sycylii, w ekipie Serie B.

Na razie Świderek pozostaje szkoleniowcem Winiarów, które w sobotę podejmą wrocławską ZEC SV Gwardię. Znajomość włoskiego to jednak spory atut. Ma go również pochodzący ze Strzegomia Krzysztof Stelmach, od 14 lat grający na Półwyspie Apenińskim (obecnie Edilbasso&Partners Padova).

Autor artykułu: (WoK)

Dzieci rysują bajki

Tuesday, February 15th, 2005

Konkurs plastyczny na 200 rocznicę śmierci Hansa Christiana Andersena

W zabawie mogą wziąć udział wszyscy uczniowie szkół podstawowych z Wrocławia i Dolnego Śląska. A wystarczy coś narysować, namalować, wykleić, lub użyć każdej innej techniki i pracę wysłać do 19 marca na adres Wrocławskiego Teatru Lalek: pl. Teatralny 4, Wrocław 50-051. Warunek jest jeden: prace muszą być zainspirowane dowolną baśnią H. Ch. Andersena. Autorzy wszystkich wyróżnionych dzieł, wraz z osobami towarzyszącymi, zostaną zaproszeni na uroczystą galę. Odbędzie się ona 2 kwietnia w Teatrze Lalek. W tym dniu wystawione zostanie przedstawienie pt. “Calineczka”. Zaplanowano także wystawę prac konkursowych. Można będzie posłuchać opowieści o słynnym pisarzu, a poza tym odbędą się happeningi, zabawy i konkursy. Dla najlepszych przewidziano atrakcyjne nagrody. Główną jest lalka teatralna oraz zaproszenie na dowolnie wybrany spektakl Teatru Lalek. Organizatorami zabawy jest Wrocławski Teatr Lalek oraz telewizja UPC.

Autor artykułu: (SUO)

Żyli na śmieciach

Tuesday, February 15th, 2005

Rodzina, która od lat dewastowała wynajmowane od gminy mieszkanie właśnie dostała nowe

- W tym mieszkaniu biegały szczury, które były wielkości kotów – opowiada Janina Gułaj, sąsiadka rodziny, którą eksmitowano wczoraj z mieszkania w budynku przy ulicy Tęczowej. – Już na klatce schodowej śmierdziało tak bardzo, że trzeba było nos zatykać.
- Czterdzieści lat czekaliśmy na to, by w końcu ktoś wyrzucił stąd tych ludzi – mówi lokatorka kamienicy. – Zdewastowali nie tylko swoje mieszkanie, ale i cały budynek.
Wczoraj do mieszkania przy Tęczowej 6, wszedł komornik w asyście dwóch policjantów. Wrocławski sąd podjął decyzję o eksmitowaniu rodziny, mieszkającej na pierwszym piętrze.
- Zgodnie z przepisami nie mogliśmy tych ludzi wyrzucić na bruk – powiedziała nam pani komornik. – Trafili do lokalu socjalnego przy ulicy Przyjaźni, do świeżo wyremontowanego mieszkania.
- Za pół roku zamienią je w taką samą ruderę – kwituje lokator kamienicy. – W domu mam stertę pism do sanepidu i gminy, by w końcu coś zrobiła z tymi ludźmi. No i w końcu zrobili coś. Dali im nowe mieszkanie. To skandal!
Pracownicy firmy, która przez cały dzień wczoraj wywoziła sterty śmieci, sięgające sufitu, mówili, że już dawno czegoś takiego nie widzieli.
- Dobrze, że jest mróz i zima – mówi jeden z mężczyzn. – W lecie ten smród byłby niedowytrzymania. Nosimy maski, ale one niewiele pomagają.
Z relacji sąsiadów eksmitowanej rodziny wynika, że w lokum mieszała kobieta z mężem i dziećmi i jej psychicznie chory brat. Mężczyzna znosił do domu śmieci z okolicznych kubłów i gromadził je w pokojach.

Autor artykułu: (TOK)

Praca przy gumie

Monday, February 14th, 2005

Firma motoryzacyjna zatrudni prawie pięciuset pracowników

Inżynierowie, mechanicy elektrycy znajdą pracę w zakładzie Metzelera w Dzierżoniowie. Mile widziani są absolwenci politechniki z kierunków: robotyka i budowa maszyn

Teraz w fabryce pracuje 485 osób. Trwa nabór 200 kolejnych, a jesienią dojdzie jeszcze 270. Każdego dnia na rozmowy zgłasza się dwadzieścia osób. Jaki powinien być kandydat do pracy w zakładzie?
– Przede wszystkim odpowiedzialny i solidny. Wiele osób nie sprostało wymaganiom, miały zbyt małe kwalifikacje i doświadczenie – mówi Iwona Radecka, kierownik działu zarządzania kadrami. – Mamy duże oczekiwania, bo pracujemy według najwyższych standardów.
– I płacimy więcej niż inne zakłady – dodaje Axel Mallener z zarządu Metzelera.
Metzeler Automotive Profile Systems to największy zakład w dzierżoniowskiej podstrefie WSSE Invest Park. Wytwarza się tam uszczelnienia do drzwi samochodowych, głównie dla Volkswagena, Audi i BMW. Niebawem dołączy do nich Skoda.
– To duży sukces, bo części dla Skody powstają przede wszystkim w Czechach. Jesteśmy konkurentami – cieszy się Axel Mallener, członek z zarządu Metzelera.
Teraz firma przygotowuje się do wytwarzania nowego produktu. Będą to uszczelek dla Passata B6. W marcu ten model pojawi się w Niemczech, nieco później w Polsce.
W ciągu trzech lat Metzeler zainwestuje w Dzierżoniowie 19 mln euro (ok. 80 mln zł).

Dbają o pracowników
Pracownicy Metzelera dwa razy w tygodniu mogą skorzystać z basenu, panowie uprawiają piłkę nożną i siatkówkę, a panie – aerobic. Co jakiś czas pracownicy bawią się na imprezach integracyjnych, ostatnio sprowadzono wesołe miasteczko z trzema karuzelami.

Autor artykułu: Karolina Osińska

Tną ceny aż miło

Monday, February 14th, 2005

Przeciętnie co drugi Polak posługuje się telefonem komórkowym

Telefonie komórkowe robią wszystko, by skusić nowych klientów, ale nie zapominają o tych, których już wcześniej złowiły. Obniżają ceny połączeń, ofiarowują darmowe minuty i zmniejszają abonamenty

Ubiegły rok operatorzy telefonii komórkowej mogą zaliczyć do udanych. Na koniec trzeciego kwartału, bo takie dane są dostępne, mieli razem ponad 20 milionów użytkowników.
- Największe zainteresowanie przychodzi przed Bożym Narodzeniem. Telefon jest bowiem dobrym prezentem – twierdzi Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska, rzeczniczka Polskiej Telefonii Cyfrowej, właściciela Ery. – Druga fala przychodzi przed wakacjami, gdy rodzice zaopatrują dzieci w aparat, by mieć z nimi kontakt na wakacjach.
Operatorzy ponoszą spore koszty, by przyciągnąć klientów. W ubiegłym roku na pozyskanie takiego, który wykupił abonament, musieli wydać średnio pięciuset złotych. To jednak i tak o 200 złotych mniej niż w 2003 roku.
Oczywiście, dużo tańszy jest ten, kto kupuje telefon prepaidowy (na kartę). Wystarczy niespełna 20 złotych, by pozyskać jego względy. A co klient otrzymuje w zamian? Połączenia dużo tańsze niż przed rokiem.
Teraz za jednominutowe połączenie płaci się 75-79 groszy, gdy rok temu trzeba było zapłacić grubo ponad złotówkę. Połączenia wewnątrz sieci to niecałe 40 groszy za minutę. Do tego dochodzi jeszcze sekundowe rozliczanie czasu rozmowy.
Telefonie komórkowe oferują też darmowe wieczory i weekendy. Tańsze są inne usługi – SMS kosztuje 20 groszy, a MMS – 40 groszy.
Stali użytkownicy telefonów również mogą skorzystać z nowości – z tym, że za zmianę warunków trzeba zapłacić. Najlepszy przykład to zmiana abonamentu. Przejście na tańszy oznacza wydatek 30 zł.
- Długoletnich klientów staramy się dowartościować, wynagradzając ich za staż oraz wartość rachunku. Oferujemy im programy lojalnościowe – wyjaśnia Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska z PTC.
W takich programach sieci oferują niższą cenę połączeń oraz atrakcyjne prezenty, które można zamienić na darmowe minuty i smsy. Wszystko po to, by klienci z abonamentami nie przerzucili się na telefony prepaidowe.
Te ostatnie robią bowiem oszałamiającą karierę. W ubiegłym roku zdecydowało się na nie blisko 60 procent osób, które kupiły telefon komórkowy. Liderem tego rynku nadal jest Era, której właściciel, czyli PTC, wprowadził nową markę z myślą o młodzieży – Heyah. Polkomtel odpowiedział na ten ruch równie atrakcyjną taryfą – Sami swoi.

Autor artykułu: Agata Ałykow

Sztuka jak diament

Monday, February 14th, 2005

Od dziś można oddawać głosy w plebiscycie na Dolnośląskie Brylanty Roku

Kto jest największą osobowością ubiegłego roku? Która z wydanych wtedy książek jest najważniejsza? Co było wydarzeniem, a czyje pojawienie się można nazwać debiutem? Decyzja należy do Państwa. Dziś przedstawiamy nominacje w plebiscycie na Dolnośląski Brylant Roku i drukujemy pierwszy kupon, za pośrednictwem którego można głosować na wybrane propozycje. Zwycięzców poznamy na początku marca, a ceremonię z wręczenia nagród pokaże TVP Wrocław.

OSOBOWOŚĆ
Cezary Duchnowski i Agata Zubel
Cezary w ubiegłym roku wygrał X Międzynarodową Trybunę Muzyki Elektroakustycznej w Rzymie. W zwycięskim utworze “Monada 3″ wykorzystał głos Agaty Zubel. Ich wspólne występy na Warszawskiej Jesieni i festiwalu Audio-Art przyjęto entuzjastycznie. A na początku stycznia Agata Zubel wywalczyła Paszport Polityki w kategorii muzyka poważna.

Maciej Masztalski, twórca wrocławskiego teatru Ad Spectatores
Młody dramaturg, reżyser i aktor, Maciej Masztalski współzałożyciel Grupy Artystycznej Ad Spectatores Pod Wezwaniem Calderona. Dziś jest studentem warszawskiej Akademii Teatralnej. Ad Spectatores wystartował “Kobrą” Masztalskiego. Grupa “oswoiła” teatralnie wieżę ciśnień przy wodociągach i podziemia Dworca Głównego.

Leszek Możdżer, pianista i kompozytor
Wybitny i wszechstronny pianista, ulubieniec publiczności, od pewnego czasu – w pełni zasłużenie – najprawdziwsza gwiazda polskiego jazzu. Zaczynał w trójmiejskiej Miłości. Od kilku lat kwitnie jego kariera solowa. Bardzo związany z Wrocławiem, gdzie m.in. pisał ostatnio muzykę do “Scata”, nowego przedstawienia Teatru Muzycznego Capitol.

WYDARZENIE

“Made in Poland”, przedstawienie Przemysława Wojcieszka w Legnicy
Autorskie przedstawienie Przemysława Wojcieszka zrealizowane w dawnym pawilonie handlowym na legnickim osiedlu Piekary przez zespół Teatru im. Modrzejewskiej. Opowiada o nastoletnim blokersie. To kolejny popis legmickich aktorów i pożyczonego z Wrocławia Eryka Lubosa.

“…córka Fizdejki”, wałbrzyski spektakl Jana Klaty
Przewrotna adaptacja dramatu Witkacego, dokonana przez sztandarowego buntownika polskiego teatru – Jana Klatę – zrealizowana w wałbrzyskim Teatrze im. Szaniawskiego. Do dzikich Litwinów przyjeżdżają cywilizowani nowo-Krzyżacy, ale to nie cywilizacja wygra, choć z Walbrzych Airport latają u Klaty samoloty do Nowego Jorku, Rio de Janeiro oraz Paryża i Londynu.

I Festiwal Opowiadania
Na pomysł zorganizowania tego święta wpadła Olga Tokarczuk. Efekt okazał się intrygujący – oto trzynastu pisarzy z całej Europy zjechało na Dolny Śląsk, żeby czytać, słuchać i dyskutować o swoich tekstach. Amatorów literackiego maratonu zebrała się pełna widownia, która dzielnie przetrzymała także słuchowiska w obcych językach, co dobrze wróży imprezie.

KSIĄŻKA ROKU
“Aleksander Wielki” Krzysztofa Nowotki
Książka wrocławskiego badacza to pierwsza polska biografia naukowa największego wodza starożytności. Nowotka wstrzelił się w idealny moment – publikacja ukazała się, kiedy na ekrany wchodził “Aleksander” Stone’a. Tyle, że naukowiec stroni od spekulacji i woli opierać się na faktach. Pokazuje Aleksandra jako polityka i człowieka, podkreślając pozamilitarne aspekty jego panowania.

“Ostatnie historie”, saga o przemijaniu pióra Olgi Tokarczuk
Opowiadania Tokarczuk to takie właśnie “ćwiczenia z tanata”. Autorka opisuje spotkania ze śmiercią trzech kobiet – babki, matki i córki. To osoby samotne, zmagające się z uczuciem dojmującej, wewnętrznej pustki. Wraz z rozwojem każdej z historii stają się przewodniczkami po współczesnej ars bene moriendi.

“Wyjście”, najnowszy tom poezji Tadeusza Różewicza
Różewicz im starszy, tym bardziej metafizyczny i coraz…. bliższy życia. Ogromna dyscyplina myśli i słowa, bardziej niż poprzednio, odchodzi od tradycyjnego modelu języka poetyckiego. Różewicz, jak nikt nigdy dotąd, poskramia ducha kultury masowej, wraz z jej inwentarzem: infantylizmem, trywializacją języka mediów, zabawowością. Piękna, mądra, głęboka książka.

DEBIUT ROKU
Wrocławskie trio jazzowe Stanisława Gąsieńca
Młody pianista, lider tria, które zachwyciło jury 28. Konkursu Jazz Juniors w Krakowie, zdobywając w ubiegłym roku pierwszą nagrodę. Chwaleni na każdym kroku debiutanci coraz więcej koncertują, a krytycy wróżą im same sukcesy. Warto wspomnieć, że Gąsieniec zaczynał od muzyki klasycznej i skrzypiec, dopiero później zainteresował się jazzem i pianinem.

Browar Mieszczański, wrocławskie miejsce spotkań artystycznych
Nowa przestrzeń dla sztuki – nie tylko plastycznej. Wykupiony przez prywatnego inwestora browar przy ul. Hubskiej 44 stał się pierwszą inicjatywą, która ożywiła wrocławską architekturę postindustrialną. Promuje się tu książki, pokazuje wystawy, wykonuje koncerty i spektakle, a artyści tu właśnie mają swoje pracownie.

Kanał Audytywny, hiphopowo-jazzowy zespół z Wrocławia
Zielonogórsko-wrocławska formacja hiphopowa, która zadebiutowała w ubiegłym roku rewelacyjną “Płytą skirtotymiczną”. Jazzujące, leniwe, niekiedy niepokojące dźwięki i świeże podejście do tak zbanalizowanego ostatnimi czasy hip-hopu, to dowód na to, że nie trzeba kopiować (Amerykanów) i kraść (sampli), żeby nagrać znakomity album.

Autor artykułu: Magda Piekarska, CK, KH, MAT, MR

Koniec złudzeń

Saturday, February 12th, 2005

Polscy hokeiści doznali drugiej porażki w turnieju kwalifikacyjnym w Rydze

Nie pojedziemy za rok do Turynu na igrzyska olimpijskie. W piątek przegraliśmy z Łotwą 1:3

Było podobnie, jak w czwartek. Ciężka walka i proste błędy, które niestety kosztowały nas srogo.
W drugiej tercji przez 16 sekund cieszyliśmy się nawet z prowadzenia. Kapitalna akcja Michała Garbocza z Mariuszem Czerkawskim przyniosła biało-czerwonym gola. Wystarczył moment nieuwagi i rywale prawie natychmiast doprowadzili do wyrównania.
Liczyliśmy, że może jeszcze w trzeciej tercji podopieczni Andreja Sidorenki spróbują powalczyć o zwycięstwo. Bo tylko ono dawało nam jeszcze cień szansy na Turyn. Niestety, Polakom zabrakło sił, co skrzętnie wykorzystali gospodarze tej imprezy. Porażka nie przynosi nam jednak wstydu. Zarówno Białoruś, jak i Łotwa, a nawet Słowenia, z którą zmierzymy się w niedzielę, to ekipy znacznie wyżej notowane w światowych rankingach.
- Polska reprezentacja na pewno zrobiła olbrzymi postęp. Przecież w Rydze raczej nie dawano nam szans. A proszę zobaczyć… Zagraliśmy dwa mecze jak równy z równym – chwalił Polaków Wiesław Jobczyk, były reprezentant, uczestnik słynnego spotkania Polska – ZSRR z 1976 roku, wygranego przez naszych 6:4 (Jobczyk zdobył wtedy trzy gole).
Ostatnie sekundy piątkowego pojedynku w Rydze to prawdziwa wojna, w roli głównej z Krzysztofem Oliwa. Nasz napastnik ugodził rywala prawym prostym i za to otrzymał 10 minutową karę. Co było już jednak bez znaczenia. Bo za chwilę rozległa się końcowa syrena.
W niedzielę, na pożganie imprezy w Rydze, rywalem będzie Słowenia (12.15 – 14.15 TVP 1).

POLSKA 1
ŁOTWA 3
W tercjach: 0:0, 1:1, 0:2.
Bramki: dla Polski – Czerkawski (39); dla Łotwy – Pantelejevs (39), Semjonovs (51), Cipulis (59).
Polska: Jaworski – Zamojski, Szczepaniec, Czerkawski, Garbocz, Płachta – Dulęba, Gonera, Klisiak, Parzyszek, Leszek Laszkiewicz – Sokół, Bartłomiej Piotrowski, Dołęga, Słaboń, Proszkiewicz – Jaros, Jakubik, Oliwa – Gabryś, Różański.

* Białoruś – Słowenia 7:2 (0:1, 4:1, 3:0).

1. Białoruś 2 4 10-4
2. Łotwa 2 4 5-2
3. Polska 2 0 3-6
4. Słowenia 2 0 3-9

Autor artykułu: Ireneusz Maciaś

Kłótnia zamiast rozmów

Saturday, February 12th, 2005

Wrocław Syndyk wezwał lokatorów do zwrotu osiedla przy ul. Buczackiej

- To jakieś nieporozumienie – mówi syndyk Stanisław Fuławka o próbie mediacji między skłóconymi zarządami osiedla przy ul. Buczackiej. Spotkanie zakończyło się kłótnią.

Wczoraj o godzinie 13 w siedzibie syndyka spotkały się dwa skłócone zarządy stowarzyszenia mieszkańców “Osiedle Buczacka”. Właśnie w piątek mijał termin odpowiedzi na propozycję syndyka rozwiązania problemu. Spotkanie zakończyło się fiaskiem.
- Dlatego w poniedziałek wezwę ich do zwrotu nieruchomości – mówi Stanisław Fuławka. Oczywiście droga do tego, aby osiedle trafiło na przetarg będzie jeszcze długa. Sprawa trafi do sądu, a później do komornika.
Na osiedlu od 28 stycznia 2005 roku działają dwa zarządy. Nowy zawiadomił prokuraturę, że stary łamał notorycznie prawo. I zarabiał na szkodzie reszty lokatorów. Odwołany zarząd (który uważa, że odwołano go bezprawnie) zgłosił policji, że do jego siedziby włamali się lokatorzy i wynieśli część dokumentów, do czego nie mieli prawa.
Tymczasem w poniedziałek zbiera się rada wierzycieli upadłej spółki GI. Spółka ta postawiła przy ul. Buczackiej najsłynniejszą samowolę budowlaną w Polsce. Jak się później okazało inwestor nie miał ostatecznego pozwolenia na budowę. Osiedle od rozbiórki ocalił wyrok NSA (wciąż nierozstrzygnięta sprawa wyburzenia ostatniego piętra). Mieszkańcy osiedla mimo iż zapłacili za swoje lokale, wciąż nie mają aktów notarialnych i nie są ich właścicielami. Aby to zmienić muszą przelać na konto syndyka dwa miliony złotych. Na rodzinę wychodzi po ok. 16 tys. zł. W przeciwnym wypadku osiedle będzie sprzedane.
- To bardzo korzystne warunki – przekonuje syndyk, Stanisław Fuławka. Dług GI wynosi ok. 4 milionów 800 tys. zł. Tyle firma jest winna m.in. firmom budowlanym.
Na wczorajszym spotkaniu lokatorzy ustalili, że na propozycję syndyka odpowie walne zgromadzenie mieszkańców, które się zbierze dopiero 1 marca.
- To bardzo późno, przecież na rozpatrzenie mojej propozycji mieli miesiąc – mówi Stanisław Fuławka. – Mam wrażenie, że niepoważnie podchodzą do tej sprawy, bo nawet marcowy termin zgromadzenia nie wszystkim odpowiadał. Tłumaczyli, że są ferie…

Piętro do rozbiórki
18 lutego wojewódzki sąd administracyjny stwierdzi, czy ostatnie kondygnacje budynków trzeba będzie wyburzyć. Wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego uznał bowiem, że postawiono je niezgodnie z prawem budowlanym, są samowolą a tą trzeba usunąć.

Autor artykułu: Marcin Gąsiorowski